O mały włos... -czyli mierz siły na zamiary
Cóż to za wieża Babel! Wsłuchuję się w gwar co najmniej pięciu języków rozlegających się równocześnie na pokładzie naszej łodzi: arabski, angielski, francuski, hiszpański, rosyjski – no i jeszcze mój – polski. To naprawdę niesamowite: za chwilę nurkowanie –wskoczymy wszyscy do wody. Razem z przebiciem jej powierzchni znikną wszelkie bariery językowe pomiędzy nami. Gest, spojrzenie, wyraz oczu – wszyscy będziemy „rozmawiać” tą samą podwodną gwarą. Przynajmniej tak było do tej pory...
| Dwa tygodnie nurkowej przygody nad M. Czerwonym szybko minęły. Pozwoliły mi jednakże zdobyć spory bagaż doświadczenia nurkowego. Radziłem sobie na tyle dobrze, że właściciel centrum w którym nurkowałem „przypisał” mnie w drugim tygodniu do grupy advanced. Zaczęły się głębsze nury (30 m) i atrakcje: obnurkowaliśmy wraki Sabiny, El Miny oraz pozostałości tankowca przy Umm Gamar. | ![]() |
Przyszedł ostatni dzień nurkowy mojej małej wyprawy. Po zamustrowaniu się na łódkę, tuż przed jej odbiciem od brzegu, okazało się, że mój „anioł stróż” ma coś piekielnie pilnego do załatwienia w mieście... Zostałem sam , podpięty do kolejnej ekipy nieznajomych nurków...
Trochę dziwiło mnie niezwykłe podniecenie ludzi na łódce. Chwilę później, w czasie odprawy, włos na rękach i głowie stanął mi dęba: nurkowanie dryfowe na rafie Areg Somaja, z profilem nurkowym zakładającym przepłynięcie małego canyonu (lub dwóch połączonych jaskiń – jak kto woli) na... 45 metrach!!! Profil nurkowania zakładał: szybkie zejście na 16 – 20 m, do poziomu piaszczystej półki, dryfowanie wzdłuż ścianki ze stopniowym zwiększeniem głębokości do 30m, zbiórkę przy podwodnej „górze”, opadnięcie do jej podstawy gdzie znajdował się wlot canyonu, wolne wynurzanie obejmujące przepłynięcie canyonu, konieczne przystanki deco oraz zwiedzanie ogrodów węgorzy piaskowych.
Nie ma co ukrywać: strach ścisnął mnie za gardło. Ponieważ nurkować miała cała ekipa jednocześnie miałem wybór: odpuścić sobie (–ale jak to tak „spękać” i dobrowolnie zrezygnować z ciężko opłaconego nurkowania) – albo podjąć wyzwanie...
Skręcając sprzęt cały czas biłem się z myślami: 45 m – to o połowę głębiej niż nurkowałem do tej pory, a w dodatku to głębiej niż pozwala federacja w której się wyszkoliłem. Jak zachowa się mój organizm? Czy sobie poradzę? W końcu jestem dopiero co upieczonym w tym sezonie nurkiem. 45 m – to tyle co dwudziestokondygnacyjny wieżowiec! W dodatku za 24 godziny mam wylot samolotu do kraju...
- Ca va? (ok.?) –padały do mnie pytania uśmiechniętych „żabojadów”. Sympatyczni Francuzi próbowali dodać mi animuszu. Młodzieńcza fantazja (czyt.: głupota) wzięły górę: zdecydowałem się podjąć ryzyko i zanurkować.
| Na pokładzie zapanowało ożywienie. Wszycy zaczęli zakładać sprzęt. Ponieważ przewidziane było nurkowanie dryfowe, wszyscy razem musieliśmy sprawnie wyskoczyć do wody aby prąd nie rozwlekł naszej grupy po powierzchni. Zrobiło się tłoczno i nerwowo. Upchani jak pingwiny na tylnym pomoście, czekaliśmy aż kapitan zwolni obroty śruby i da nam sygnał do skoku. | ![]() |
Postanowiłem wyskoczyć „na fajce” żeby zaoszczędzić każdy łyk powietrza na później. Nadmuchałem jacket. Skoczyliśmy! Dwadzieścia postaci wylądowało w wodzie.Od razu padła komenda do zanurzenia. Pod wodą, moje zdenerwowanie zniknęło. Poczułem się znowu w swoim żywiole. Zdumiewała mnie prędkość z jaką pędziliśmy wzdłuż rafy. Ponieważ opadłem już na jakieś 15 m, zacząłem pompować jacket, aby nie opaść poniżej reszty grupy. Trochę byłem zaskoczony dźwiękiem zaworu dolotowego: naciskałem go pulsacyjnie z jednakową siłą, a on pracował coraz ciszej. Pomyślałem, że to wina szybko zwiększającej się głębokości...
Kolejny spokojny wydech a po nim - dość przykra niespodzianka: Nie mam powietrza! Nawet nie szukałem octopusa – przed oczami stanął mi mój syczący zawór butli. Spokojnie odwróciłem się w stronę nadpływającego nurka i pokazałem mu że nie mam powietrza. Jakież było moje zdumienie, gdy gość zamiast rzucić mi się z pomocą, popłynął dalej robiąc okrągłe oczy! Płuca zaczęły domagać się dawki ożywczego gazu. Tym razem to moje oczy zaczęły robić się okrągłe! Na szczęście następny nurek do którego zwróciłem się o pomoc okazał się bardziej przytomny od swojego kolegi i błyskawicznie podał mi swój ustnik. Wolno zaczęliśmy się wynurzać korzystając z jego kamizelki i automatu.
Nietrudno zgadnąć co było przyczyną moich kłopotów: osobiście przeze mnie zakręcony zawór butli! Po jego odkręceniu, dogoniliśmy grupę i dalsze nurkowanie było naprawdę super: namiastka „wielkiego błękitu”, widok nurków technicznych obwieszonych sprzętem, niknących gdzieś w toni pod nami; smugi światła wpadające do groty przez szczeliny, ogrody węgorzy piaskowych. Refleksja przyszła po powrocie na powierzchnię. Miałem naprawdę sporo szczęścia że to moje „ostatnie” nurkowanie nie stało się NAPRAWDĘ nurkowaniem ostatnim...
|
Nurkowanie w Egipcie, choć piękne i wspaniałe pociąga za sobą cały szereg niebezpieczeństw o których tak łatwo się zapomina:
- przyzwyczajeni do ekstremalnych warunków „krajowych” czujemy się w „wielkim błękicie” orłami przeceniając swoje umiejętności, nie biorąc pod uwagę specyfiki warunków, i niestety, często ponosi nas nasza ułańska fantazja.
- wakacyjny „luzik” przenosi się na przygotowanie do nurkowania i samo nurkowanie.
- przypadkowość partnerów nurkowych – zwłaszcza kiedy udajemy się na wyprawę sami, sprawia, że łatwo o nieporozumienie pod wodą.
- jakość i stan techniczny sprzętu nurkowego w tamtejszych bazach (z chlubnymi wyjątkami) też często pozostawia wiele do życzenia,
- niekompetencje przewodników, wzmocnione relacją „Klient – nasz Pan” nie poprawiają naszego bezpieczeństwa,
- zapominamy także o poziomie usług medycznych w Egipcie, licząc na wykupione przez nas ubezpieczenie i nie zastanawiając się co się stanie w momencie zaistnienia wypadku nurkowego - a nie są to niestety perspektywy różowe.
Krótko mówiąc: nurkowanie jest naprawdę świetną zabawą, ale aby móc się w nie bezpiecznie bawić nie możemy zapominać o podstawowych zasadach bezpieczeństwa. W przeciwnym razie, przybywać nam będzie pamiątkowych tabliczek i świeczek świeconych 1 listopada.